blog tego magazyniera , co książkę małą napisał, ale mu wydać nikt jej nie chciał, bo on nie pisarz , i że niech się za robotę weźmie lepiej normalną, a nie za pisanie , więc ebooka sobie wydał, i za dychę go sprzedaje, i nie wierzy krytykom, bo gdy ludzie zwykli jego ebooka czytają, to na duszy lepiej im się robi
wtorek, 10 stycznia 2012

 

wczo

raj

mi

się

przy

śnił

 

pełen

śmiechu

autobus

zamknięty

uciekł

 

zniknąłem

na

chwile

dwie

za

pyta

ny

czy

cię

ko

cham

 

to

mrok

otacza

mnie

cza

sem

ciebie

też

nie

daj

my

się

 

 

ucieknijmy

ra

zem

 

pod

prysznic

dziś

i

grzesz

my

bez

umiaru

Je

zus

i

kosmos

cały

niech

będzie

z

nami

 

kocham

cię

dziś

wczoraj

cały

wpatrzony

jutro

w

cię

ro

ze

brany

 

i

na

końcu

też

 

razem

trzymani

 

to

życie

takie

poła

ma

ne

 

my

radę

damy

 

poniedziałek, 09 stycznia 2012

 

t

y

 

nie

 

ty

 

tak

 

powie

 

z

 

nim

 

ucieknie

 

 

kartkę

wyśle

 

pamiątka

jebana

 

z

 

metafizyki

sryki

 

dolonej

 

dłońmi

macam

po

ciemku

 

świat

mój

mały

 

dla

mnie

 

za

du

ży

 

będę

 

umarłem

nie

zrozu

miały

 

 

w

ci

d

many

 

 

a

w

niebie

 

anioły

z

bara

nieją

 

gdy

zobaczą

mnie

 

żarcik

taki

przed

 

ostatni

niedziela, 08 stycznia 2012

Zapewne więszkość czytelników pamięta szkalujący "Magazyniera" artykuł pt. "Seks w seminarium", który ukazał się na łamach jednego z portali dziennikarstwa obywatelskiego. Artykuł był promowany na głównej stronie, więc nie sposób było przejść obok niego obojętnie.
Mało jednak kto wie, że ktoś napisał tekst w obronie "Magazyniera". Niestety, ale ten artykuł nie był tak promowany, i niewiele osób go przeczytało. Pozwolę sobie tutaj zacytować jego treść:

 

 

PORNOEWANGELIZACJA MAGAZYNIERA - czyli kontrowersyjny ebook teraz za darmo!

(źródło: interia360.pl autor: artyyk )


2011-03-08 13:15:10

Kontrowersje wokół ebooka "Magazynier"  nie do końca wydają się być uzasadnione. Niniejszy tekst jest odpowiedzią na niechlubny artykuł jaki niedawno pojawił się na łamach Interia360.pl, a którego autorem był dziennikarz "Orek".

Aby moja odpowiedź była bardziej wyrazista, posłużę się tymi samymi śródtytułami, jakich użył w swoim tekście pan "Orek".

Anarchistyczna prowokacja

Mam wrażenie, że dziennikarz "Orek" przeczytał jedynie fragmenty "Magazyniera", wyciął je z kontekstu, i dorobił swoją bezsensowną interpretację. Ja zapoznałem się z utworem dogłębnie, i w żaden sposób nie mogę się dopatrzyć w tekście owej "anarchistycznej prowokacji". Bohater książki był za młodu punkiem, i wyznawał poglądy anarchistyczne, ale był również osobą wierzącą w Jezusa. Będąc punkiem, próbował godzić to z Ewangelią. Dla bohatera Jezus był takim pierwszym anarchistą, bo zniszczył totalnie istniejący wtedy porządek na świecie. I coś w tym jest. To z tego powodu, do symbolu anarchii autor domalował owy mały krzyżyk. A nie po to, żeby kogokolwiek obrażać, czy prowokować.

Wulgarny Jezus

Zastanawiałem się przez chwilę, czy jest sens odnosić się również do tej kwestii poruszonej przez pana "Orka". Kiedyś uważałem, że od czasów "Jezus Christ Superstar" mamy taki temat z głowy. Już od dawna w ramach ewangelizacji młodzieży, przedstawia się Jezusa, jako kogoś bardzo bliskiego młodemu człowiekowi. W "Magazynierze" ten Jezus, może jest jeszcze bliższy, być może faktycznie, troszkę za często przeklina, ale czytając tekst nie przeszkadzało mi to. Mało tego. Dzięki temu, że Jezus był bardziej swojski, wiele mądrych i często trafnych sentencji staje się łatwo przyswajalnych. Bóg w tej książce, jest z człowiekiem, i jest dla człowieka, a nie przeciwko niemu.

Seks w archikatedrzeKONTROWERSYJNY E-BOOK ZA JEDYNE 10 ZL

Scena uprawiania miłości w kościele nie miała miejsca. Pan "Orek" znowu nie przeczytał dokładnie. Opisane zdarzenie odbyło się jedynie w wyobraźni głównego bohatera historii, który pałał pożądaniem do swojej nowej znajomej. Scena ta miała charakter niemal metafizyczny, kiedy to bohaterowie po zażyciu pewnego trunku stali się niewidoczni, i mogli w ten sposób "pozwiedzać" sobie seminarium duchowne. Wszystko zostało napisane z lekkim przymrużeniem oka, z odrobiną satyry i dowcipu.

Dziwi mnie to, że dziennikarz "Orek" nie zauważył, iż cała ta scena swój punkt kulminacyjny nie gdzie indziej, tylko w kaplicy. Tam czeka na bohaterów On, czyli Mistrz. Rozmawia z nimi, potem wspólnie się modlą.

Pisarz czy pisarzyk

"Magazynier" jest utworem nieco skomplikowanym. Dzieje się tak, ponieważ obok fabuły głównej, na marginesie (dosłownie na marginesie) sączy się utwór dramatyczny, który w dosyć ciekawy sposób łączy się w dalszej części z główną fabułą. Książka jest też pełna symboliki, i nie byłem w stanie za pierwszym razem wszystkiego zrozumieć. Do niektórych fragmentów musiałem wracać ponownie.

Ale ten utwór, to przede wszystkim książka magazyniera i autor wyraźnie to zaznacza już na samym wstępie. I faktycznie, tekst jest stylizowany na taki, który mógłby napisać zwykły, ciężko pracujący robotnik. Bo ta publikacja jest chyba kierowana, do ludzi zwyczajnych, którym nie jest łatwo w życiu, którzy każdego dnia muszą zmagać się z rozlicznymi problemami, z biedą, brakiem pracy, awanturami w rozmaitych środowiskach. Wielu z tych ludzi ucieka od Kościoła, bo przestaje go rozumieć. Bo bardzo często to, co mówi jakiś nadęty ksiądz z dużym brzuchem, mija się z rzeczywistością.

W "Magazynierze" autor pokazuje, że mimo wielu trudności, cierpienia czy biedy, życie może być bajką. I że mimo naszych słabości Bóg jest bardzo blisko nas, i my możemy być również blisko Niego. I że do zbawienia nie jest nam potrzebne słuchanie Radia Maryja, ani nawet chodzenie do kościoła.

Nie wolno przejść obojętnie

Owszem panie "Orek", nie wolno przejść obojętnie. Dlatego dla wszystkich niezgadzających się z panem mam dobrą wiadomość. Z okazji Dni e-Książki, w dniach od 6 do 12 marca wiele ebooków będzie za pół ceny albo wręcz za darmo. Otrzymałem informację, że również "Magazynier" Marka Karonia, będzie w serwisie Bezkartek.pl udostępniony w tych dniach bezpłatnie.  Czy dziennikarz "Orek" sinieje właśnie ze złości? Gdy sobie pomyśli, ile to teraz owieczek bożych na "demoralizację" zostanie narażonych, to pewnie tak Panu Orkowi życzę, by nie pękł z tej złości, a wszystkim pozostałym życzę miłej lektury. Bo uważam, że warto.

sobota, 08 października 2011

my nic nie rozumiemy

my nic nie mamy

pozostaje w pokorze stanąć przed wszystkimco jest
za chwilę może mnie nie być

skończą się czyjeś troski, utrapienie
może ktoś westchnie do Boga

no właśnie
żeby tylko był
ta pielgrzymka przecież dokądś  prowadzi

a gdziekolwiek by nie prowadziła
na grobie moim trzeba tańczyć

nauczmy się

wtorek, 13 września 2011

pielgrzymki wszak różne są. najbardziej lubię te, na wzgórze łonowe. Twoje. Najsmaczniejszym łąkom tego świata daleko do miejsca tego. Uwielbiam, z winem czerwonym. Kocham. smakuję i rozkoszuję. Rozchylam wargę, po wardze, by wtulić się w Cię Tam. Sanktuarium Świętsze od najswiętszych. Bądź uwielbiony Boże za smak waginy podnieconej. Za Jej zapach i orgazm błogosławiony. Zdejmę sandały przed wejściem.

krzyczą gdzieś, że świat się kończy, dziś może jutro, że na pewno za tydzień, lub pod koniec przyszłego roku.
Mam to w nosie, nawet, gdy spoglądam w gwiazdy, czasem dosyć nerwowo mrugające, jakby zgasnąć chciały, nie boję się. Ty też się nie bój.
Zamienię glany na sandały. Taki pielgrzym krótkonogi. 

środa, 31 sierpnia 2011

 

umarł w zako

 

panem

debil

 

pie

rdo

lony

 

z

ogonem

ucieknie

pod

ku

lony

 

nie ucieknie?

 

jeszcze

 

nie

 

liście

 poza

 

miatane

 

zakład

 

czy

 

 śmieć

rozdeptany

 

jeszcze kiedyś

 

wstanie

 

czy już

 

nie

 

 

 

 

założyli

 

 

 

powstanie!

czwartek, 25 sierpnia 2011

na górce latarnia stoi, choć pusto jest wokół.

i chyba tylko dla mnie świeci,

 

tak smutno jakoś - ktoś zwrócił uwagę.

może przyjdziesz i usiądziesz tu ze mną? to nic, że pod latarnią jest najciemniej. Tak tylko głupio gadają. mi tu jest dobrze. Cała ulica jest pusta. Myślałem, że ludzie już śpią. ale nie wszyscy. Tylko gdzieś poszli. Kiedyś też pójdę się zabawić. Tymczasem, trzeba coś ważnego zrobić. Dlatego przyszedłem na górkę. Zawsze jest blisko, gdy jej potrzeba. Blisko pustej ulicy.

Ale dziś na górce chyba nikogo nie ma. Czy ktoś mnie kurwa słucha?

Nawet przekleństwa jakoś głucho tu brzmią. Dzisiaj. Dzisiaj jest inaczej. Wszystko dzisiaj jest inaczej.

Jestem przegranym głupcem. Przegranym błaznem, który jeszcze raz się łudził. Ale moja bajka nie przegra. Ona tylko jest inna, niż myślałem, że jest. Bajka mnie pochłonie. Wbrew wszystkiemu. Pójdę pustą ulicą do końca.

 

 

 

 

stąd

 

płynie

 

ja

 

do

Cię

 

trąbką

 

na

łące

 

sfastrygowanej

 

chodźmy

zawsze można zacząć

 

od nowa

pamiętacie

błazna małego

z tamtego

kraju

znowu

przed Wami

zatańczy

na głowie

teatr

przypomni


marnego

poety

o końcu świata
który

jest

w

nas

 

NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ

środa, 17 sierpnia 2011

 

tam gdzie powstaną aniołki fluorescencyjne

zbudujemy domek

a potem zaprosimy na imprezkę

wszystkie lalki z okolicy

 

zatańczą barbie i inne długonogie

w krótkich spódniczkach

 

później domek zamkniemy

i daleko wyjedziemy

 

zostawimy wszystko

 

tylko Jezus potrafi tak mózg rozpierdolić

żeby wyrzucić z niego całe gówno

 do końca

bez kompromisu

 

przy śpiewie ptaków

 

i szumie morza

 

nawet jeśli  za chwilę

 

 

znowu upadniemy

 

inna rzeczywistość się zbliża

choć nie chcą

jej racji

przyznać bycia

 

rzeczywistość bezpieczna

 

wtorek, 02 sierpnia 2011

siedzę

jakimś

tworem

dziwnym

przed

telewizorem

 

dusze

zgubione

gdzie

jest

pambóg

 

uratować

by

mógł

sobota, 16 lipca 2011

przyjdź
mnie

przyjdź
do

włóż tam
dłoń
ostrożnie

i
wyjmij

dziurerce
na wspak

bijące

niedopity
szklanki rozbitej

sok

chwila
minęła

na
imię

ma 

piątek, 08 lipca 2011

znikam
to
nie
poezja

to
kurwa
pierdolona
prawda

zdaję
sprawę
sobie

że

znikam

umieram

coraz
bardziej

znikam

i
jeszcze
bardziej

unicestwiam

się

ja

i

dlatego
właśnie

mówię

że

kocham

ja

którego

nie
będzie

za
chwilę

jebaną
zdechniętą

zafajdaną

kochajmy
się
namiętnie

może
raz
ostatni
lub

pierwszy

zanim

ja
już
nie
ja

tylko

nagrobek 

wtorek, 28 czerwca 2011

Żyję o dwa lata

za długo

a dziś świętuję 

moją drugą

rocznicę

bezprawia

małego
w dowodzie

osobistym
z plastiku


panie boże

pani kozak

i panie z obi:


jako trup

też będę 


ciężkostrawny!

sobota, 25 czerwca 2011

zanim odejdę

powiem

 

że

świat

jest

właśnie

taki


święty cały

i zboczony


niepokorny

uniżony
roztargniony

w miłosnych

podrywach

próbujący

wstać

to tylko seks
zanim

zmrę
powiem


pieprz

ile

wlezie


bo w niebie
to

tylko 
śpiew
alleluja
albo


chwalmy pana

nowięc

chwalmy

w pizdu

pana


i z każdym

orgazmem

kolejne


alleluja
albo
święte
amen

niedziela, 19 czerwca 2011

nIecH

bĘdZie

za

tEm

 

pAn

uWieLbiOnY

 

wSzysTko iNnE

jEst dO bAni

 

aTeiZm

tEż

 

sobota, 18 czerwca 2011

muzyka jest

mimo

wszystko

najważniesza

 

gdyby

pytał

ktoś

 

czy

bóg

jest

 

to

jest

 

bogiem

muzyka

 

zatańczą

 

politycy też

nawet

ci

z

lewicy

 

wszystkie

chuje

zbóje

 

bez

wyjątku

 

 

muzyka

 

oddech

Jego

 

gdzieś

 

tam

 

będącego

 

z rozpaczy

się

śmiejacego

 

nad

naszym

losem

 

płaczącego

 

i

 

mocno

 

pierdolniętego

 

za to

 

że

to

wszystko

 

JEST

 

środa, 11 maja 2011
to nic
psy zdechłe ulicą rozje
chane
 
przejrzane myśli
pana
co dzieci
przeprowadza
 
na obiad dziś 
pomidorowa
 
mokre myszki
spinaczem na suszarce
schną
 
zabiorę
nad morze
 
cię
 
potem
zmrę
piątek, 08 kwietnia 2011

zA zAkrĘtem stali

krótkonogiego zabrali

buty zapierdolili

mordę skopali


za zakrętem

 

 

 

na górce

go zobaczyli

śmiechem

powaleni

zdechłe psy

w oczy

zaśmiali

 

niezrozumieNIEm

 

chyba jednak

zapalę

sobie

 

ble

poniedziałek, 04 kwietnia 2011

(Poniższy fragment pochodzi z ebooka innego niż wszystkie, pt. "Magazynier" )

 

 

„Mika, jedziemy kurwa na rekolekcje!” – Strzelił raz Prezes do mnie jak grom z jasnego nieba. Myślałem, że odpierdoliło mu już kompletnie, albo że się najarał jakiegoś świństwa. A on mi zaczął tłumaczyć, że pojedziemy do seminarium duchownego w Paradyżu, bo tam organizują rekolekcje ciszy. – Pójdziemy tam zrobić jakąś rozpierduchę? – Zapytałem z nadzieją w głosie. Ale gówno. On mówił na serio. Twierdził, że to nam dobrze zrobi, że takie trzy dni z mordą zamkniętą na kłódkę wzbogacą nas duchowo i psychicznie.

 

- No, a co z twoim irokezem – zapytałem, bo Prezes stawiał na głowie zawsze kogucika. Ja nie stawiałem, bo matka mi nie pozwoliła. I tak wykazała szczyt swojej tolerancji, pozwalając mi nosić wysokie buty z białymi sznurówkami.

- Irokeza położę na ten czas – objaśnił. – Nie będziemy robić zadymy. Będziemy milczeć.

 

No i pojechaliśmy kurwa na te rekolekcje. Miałem doła po całości. Bo nie dość, że rekolekcje były w seminarium duchownym, nie dość, ze tylko dla facetów, to jeszcze na dodatek w całkowitej ciszy. Nie wierzyłem, że uda mi się choć jeden dzień wytrzymać. Ale Prezes był moim idolem, więc uznałem, że nie powinienem już więcej marudzić, tylko spróbować.

 

Pojechaliśmy auto stopem…

 

Paradyż, być może jest pięknym miejscem na spędzenie kilku lat życia, dla młodych chłopców po maturze, chcących bawić się w księdza. Mi jednak wydało się miejscem zesłania.

Ksiądz, który otworzył nam drzwi, uśmiechnął się na nasz widok, przywitał, a następnie wskazując na kogucika Prezesa zapytał: „Czy mógłbym Cię prosić…” Prezes nie pozwolił mu dokończyć. Powiedział, ze zaraz skorzysta z łazienki i zrobi na głowie względny porządek. Ksiądz pokiwał głową i zaprowadził nas do pokojów mieszkalnych.

Prycze były piętrowe. Prezes był cięższy, więc wziął miejscówę na parterze, a ja na górze.

 

Pomyślałem sobie, że jest zajebiście chujowo i że na dodatek kurwa mać.

 

O dwunastej miała być modlitwa w kaplicy, którą rozpoczną się trzydniowe rekolekcje ciszy. Oczywiście cisza miała dotyczyć tylko uczestników. Oni, to znaczy klechy[1] i jacyś inni prelegenci, będą nam tłukli coś do głów. Położyłem się wkurzony na łóżko, i patrzyłem jak Prezes ze swoim stoickim spokojem wypakowuje rzeczy z plecaka. Spodnie na zmianę, koszulę, bluzę, mydło, szczoteczkę do zębów, maszynkę i wodę po goleniu. Powolutku wyjmował kolejne przybory i układał, z niemiecką dokładnością, jeden obok drugiego w szafce, która stała obok naszego wyra.

Jebany, chyba faktycznie przyjechał tu się uduchowić. Trochę nie mogłem mu tego darować. Miałem jednak nadzieję, że w trakcie trwania tego cyrku ciszy, zmieni zdanie, jak zobaczy jacy to są idioci.

 

Kochamy nasze JA. Kochamy tak bardzo, że nie chcemy oddać Bogu ani kawałka własnego JA. Bo po co Bogu nasze ja? Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera. A Bóg przecież jest w niebie, czy ja coś kurwa pomyliłem?!

 

 

 

 

Rekolekcje się zaczęły. Prowadzący ksiądz był nawet spoko. Dobrze mu z gęby patrzyło. Przypominał o zasadzie zachowania bezwzględnej ciszy. Również przy posiłkach. Jak ktoś chciał sobie pogadać, to mógł, a nawet powinien umówić się na rozmowę z kierownikiem duchowym. I wtedy szedł gdzieś z tym kierownikiem na odosobnienie (nie do kibla) i tam sobie mógł pogadać. A poza tym, to nie można było.

Po rozpoczęciu zaprosili nas na pierwszą prelekcję, czy jak tam to nazywali. Miał gadać nam jakiś świecki katecheta. Facet nazywał się Gulek, albo to jego jakaś ksywka była. Opowiadał nam o samogwałcie. Chłop przez kilkanaście lat swojego życia miał zajebisty problem, polegający na marszczeniu freda. Przez wiele lat walił gruchę, gdzie tylko popadło i nie potrafił nad tym zapanować. Strasznie go to rujnowało duchowo, walczył z tym, aż w końcu spotkał Jezusa i przestał walić gruchę.

 

Czego on nie łaził na dupy, zastanawiałem się jak tego słuchałem, przecież trzepanie wacka od czasu do czasu jest przyjemne, ale jest to mimo wszystko ostateczność, gdy nie ma wokół w kogo się wbić. Chciałem się zapytać na głos, ale obowiązywała zasada ciszy. Mieliśmy tylko słuchać. No więc słuchałem dalej o tym, żeby się nie przejmować, jeśli też walimy gruchę, bo można z tego wyjść.

 

 

 

 

Po katechezie o wacku poszliśmy na obiad. W ciszy. A jebana cisza towarzyszyła nam na każdym zasranym kroku, i nawet w sraczu bałem się głośniej pierdnąć, co by ksiądz mi tam z pyskiem zaraz nie wparował, że cham jeden ciszy nie zachowuję.

Jedliśmy w milczeniu. Zupę jednak należało posolić i popieprzyć. Pieprz był blisko, więc sobie poradziłem. Jednak zasrana sól stała na drugim końcu kilkumetrowego stołu. Blisko soli siedział Prezes. Pomyślałem, że mi pomoże. Zacząłem stroić do niego miny, co by przykuć jego uwagę i dać do zrozumienia, co ma mi podać. Ten jednak jadł w milczeniu i skupieniu świętym. Chrząknąłem. Udało się. Spojrzał na mnie wzrokiem pytającym. Zacząłem znowu stroić do niego miny, wskazując wzrokiem to na sól, to na mój talerz zupy. Nie zrozumiał. O czym on kurwa myślał, że tak ciężko czaił. Robił tylko pytającą minę dając mi do zrozumienia, że nie zrozumiał mojego przekazu. Nie wytrzymałem. „ Sól mi kurwa podaj idioto! – Ryknąłem na całego. Zrobiła się cisza jeszcze większa niż wcześniej. Wszyscy na moment znieruchomieli. Tylko ksiądz prowadzący kaszlał, bo zakrztusił się w efekcie mojego wyskoku. „Mika, tu się nie gada – zwrócił mi uwagę Prezes, przerywając tym samym ciszę. – Masz swoją pieprzoną sól, i nie odzywaj się więcej – i jak tylko to powiedział, to pizdnął[2] solniczką w moją stronę. Solniczka najpiew trafiła w mój zakichany łeb, następnie rozleciała się, i cała sól razem z kawałkami solniczki wylądowała w mojej zupie. „No i chuj. To się najadłem!” – rzuciłem wściekły, po czym wstałem od stołu i opuściłem całe to święte towarzystwo.

 

 

 

Łaziłem wokół seminarium, i szukałem jakiegoś uspokojenia. Prezes chyba zrozumiał, że musi być mi ciężko, bo zdecydował się na trochę przerwać milczenie. Poszliśmy do przyklasztornego parku, nad rzekę, i tam sobie trochę pogadaliśmy. On naprawdę chciał te trzy dni wykorzystać na poszukiwanie kontaktu z Bogiem. Prosił, żebym spróbował go zrozumieć, i żebym nie miał mu za złe, że się do mnie nie odzywa.

 

Mówi się trudno, trzeba będzie przecipieć jakoś te rekolekcje.

Miłość Boga do człowieka jest w ogóle niezrozumiała w obliczu tak wielkiej, a wręcz nieograniczonej ludzkiej głupoty. Dlaczego więc miałaby być?

 

Jakoś dotrwałem do końca rekolekcji. Ale zanim to się stało, miałem przyjemność wysłuchać jeszcze czterech konferencji o samogwałcie, trzech o wyborze drogi życiowej, i jednej o roli „niewiasty” w życiu mężczyzny. W tej ostatniej mówiono nam dlaczego seks jest „be”[3]. Dowiedziałem się, że seks jest ok, jeżeli służy reprodukcji. Ale jeśli służy tylko przyjemności, to jest już nieczysty.

Na przykład, jeśli używamy prezerwatywy, to znaczy, że nie chcemy mieć dzieci.  Takie bzykanko jest wtedy grzechem.

Ale, jeśli nie chcemy dzieci, i w tym celu dokładnie obliczymy za pomocą kalendarzyka, kiedy są dni niepłodne, i wtedy odbędziemy stosunek, to takie bzykanko już nie będzie grzechem. Dlaczego? Bo w tej pierwszej metodzie nasienie marnuje się w sposób niegodny (no właśnie, co robisz z zużytą gumką? Pewnie gumka wędruje do kosza na śmieci. A fuj!).

Natomiast w metodzie naturalnej, czyli tej z kalendarzykiem, nasienie marnuje się w sposób godny (na przykład, twoja dziewczyna idzie się później wykąpać, więc nasienie wypływa, i ucieka pachnącymi rurami do czystej rzeki, którą płynie do czystego morza, a tam żywią się nią czyste rybki[4]).

 

Ja piedole, łeb mi już pękał od tego wszystkiego. Miałem dwa sposoby na odstresowanie się. W nocy słuchałem przez walkmana The Exploited, a rano pod prysznicem bryzgałem spermą po kabinie i gdzie tylko popadło. W końcu nie samą teorią powinienem się szkolić, myślałem sobie podczas walenia gruchy. Tak wyluzowany, mogłem zwolnić trochę miejsca w głowie na kolejne pranie mózgu.

 

Po rekolekcjach, Prezes zamknął się na jakieś pół godziny w łazience, żeby postawić kogucika. Gdy wyszedł od razu natknął się na naszego klechę. „O, kogucik” – uśmiechnął się ksiądz. „Ano kogucik wielebny” – odpowiedział mu wesoło Prezes. O tak, to był znowu mój stary dobry Prezes. Wrócił do siebie i w siebie.

Poszliśmy główną drogą łapać stopa do Gorzowa.

>>>PRZECZYTAJ CAŁĄ KSIĄŻKĘ <<<

 

 

 


[1] Nie wiecie jak się pisze: „oni klechy”, czy „one klechy”? Wydawałoby się, że klechy, to oni, bo przecież faceci. Gdybym użył „one”, to ktoś mógłby pomyśleć, że to kobiety, albo jakieś cioty (nie obrażając ciot, ciotek i cioteczek naszych, drogich i kochanych przecież). Tak właściwie, to nie pasuje mi tu ani „oni”, ani „one”, ale coś musiałem wybrać. Jak zrobiłem błąd, to poprawcie sobie w swoim egzemplarzu :D

[2] pizdnął - tutaj: rzucił z mocą. Rzucił z taką mocą, że aż gwizd było słychać jak leciała w moją stronę.

[3] „be” - tutaj: brzydki, nieładny, nieczysty, zboczony, głupi, bez sensu, jakiś kurwa sprzeczny z ludzką naturą itepe, itede, itesre...

[4] Co prawda rybki miewają później bóle brzucha, dostają czkawki, a w końcu zdychają i pływają do góry brzuchami, ale dopóki Greenpeace nie wie, że to od ludzkiej spermy, to kościół może czuć się bezkarnie.

niedziela, 06 marca 2011

Z okazji Dni e-Książki cena wielu ebooków zostały obniżone. Również "Magazynier" w dniach od 6 do 12 marca będzie kosztował symboliczne 50 groszy.  Zapraszam do lektury. >>pobierz książkę>>

czwartek, 03 lutego 2011
poniedziałek, 31 stycznia 2011

w nienormalności popadając

nie snując

nie wplątując

 

przez ulicę biegnąc

 

samochody się zatrzymają

 

kierowcy wysiadają

 

za mną biegną

 

nie wiedzą

 

gdzie

 

tam

 

 

 

to już drugie skrzyżowanie

zdejmę koszulkę, bo gorąco się robi

 

 

moi biegnący przyjaciele

też zdejmują koszlulki

panie kierowczynie w samych stanikach

biegną dalej

 

 

co się dzieje

przechodnie pytają

przystają

na chwilę

 

jedni ręką machają

w swoją stronę idą dalej

 

inni zdejmują koszulki

i biegną

 

za mną

 

i za moimi przyjaciółmi

nieznanymi

niewiadomymi

 

tak

będzie?

 

prawda?

 

 

a gdzie pobiegniemy?

 

a w pizdu

 

gdzieś tam pobiegniemy.

 

na obiad do p prezydenta

srenta

 

bLee

 

łapać

motylE

 

 

Jeśli chcesz być w przyszłości informowany o nowych wpisach magazyniera, zamów newsletter tego bloga.

wtorek, 25 stycznia 2011

 

Dotykając cię mnię
mknę w cię
mnę całą
w się
oczyściwszy umysł  i ciało
pod prysznicem
dotykam
rozpływam
po łydkach
spływam
zapytany wzrokiem
na Ciebie
patrzę
jeszcze
nie
koniec świata
tutaj
początek
nieba
niczym penis wygolony
bezbronny
stoję
ochlapawszy mnie
samochód
zdziwiony
a
ja
przez Boga zapytany
dlaczego
wygolony
ramionami
wzruszywszy
i
w
ciebie
tylko
zapatrzony
potem nad rzeką
do żab i robali
krzyknąwszy
ŻE DZIŚ WRÓCIŁY
PIERDOLONE KRASNOLUDKI
zapraszam wszystkich
na
śniadanie
a jeśli stanie
to i ruchanie
zbliżywszy serce
do
języka
tchnieniem
ostatnim
oddany
Tobie
amen

Dotykając cię

mnię

mknę w cię

mnę całą

w się

 

oczyściwszy umysł  i ciało

pod prysznicem

dotykam

rozpływam

 

po łydkach

 

spływam

 

 

zapytany wzrokiem

na Ciebie

patrzę

 

jeszcze

 

nie

koniec świata

tutaj

 

początek

nieba

 

niczym penis wygolony

bezbronny

stoję

 

ochlapawszy mnie

samochód

 

zdziwiony

 

a

ja

 

przez Boga zapytany

dlaczego

wygolony

 

ramionami

wzruszywszy

 

i

 

w

ciebie

tylko

 

zapatrzony

 

 

potem nad rzeką

 

do żab i robali

krzyknąwszy

 

 

ŻE DZIŚ WRÓCIŁY

PIERDOLONE KRASNOLUDKI

 

zapraszam wszystkich

 

na

śniadanie

 

a jeśli stanie

to i ruchanie

 

 

zbliżywszy serce

do

języka

 

tchnieniem

ostatnim

oddany

Tobie

 

amen

 

 

 

 

Jeśli chcesz być w przyszłości informowany o nowych wpisach magazyniera, zamów newsletter tego bloga.

 
1 , 2 , 3
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Analiza oglądalności witryny Magazynier

Wypromuj również swoją stronę